• GIBRALTAR

    Trochę praktycznych informacji: jak dojechać, co warto zobaczyć.

  • PLAYA DE ROMPECULOS

    Andaluzyjska plaża, która Cię zachwyci.

  • ESTADIO SANTIAGO BERNABEU

    Foto-wspomnienia z wizyty na stadionie mojego ukochanego klubu piłkarskiego.

  • CAMINANDO POR SEVILLA

    Plaza de España i Parque de María Luisa.

  • RONDA

    Białe miasto Andaluzji położone na skałach.

  • CAMINANDO POR SEVILLA

    Wizyta w Reales Alcazares. To tutaj kręcono piąty sezon popularnej "Gry o Tron"!

Poland flag    SpainF

O MNIE

profilowejawork

KAROLINA ZAJĄC
Polka z hiszpańską duszą. Pasjonatka podróży i języków obcych. Fanka Realu Madryt i kotów. Motywuję do poznawania krajów hiszpańskojęzycznych i kreatywnej nauki języka przez 365 dni w roku. A w czasie wolnym próbuję grać na ukulele.
kontakt: info [at] mialmaespanola.pl
autorblog
wspolpraca

 

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.

Używamy zapisanych informacji, aby polepszyć jakość świadczonych usług oraz w celach statystycznych. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na stosowanie ciasteczek. Zawsze możesz zablokować cookies w ustawieniach swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

erasmus-exchangeSamotnie podróżujące osoby, a w szczególności kobiety, zawsze stanowiły dla mnie ogromną inspirację. Z zachwytem przeglądałam blogi i czasopisma podróżnicze, zatrzymywałam wzrok na zdjęciach przepięknych miejsc i zastanawiałam się czy w końcu odważę się kiedyś na wyjazd w pojedynkę. Zwiedzanie Madrytu oraz Andaluzji planowałam już od dłuższego czasu, zwykle jednak brakowało czasu (bo praca i studia), pieniędzy (gdyż zawsze znalazł się jakiś „ważniejszy” na danę chwilę wydatek), czy towarzysza w podróży. Obecnie wiem, że były to tylko wymówki, ponieważ samemu też można przeżyć ciekawą przygodę i to za stosunkowo niewielkie pieniądze, a czas (choćby krótki) zawsze da się wygospodarować jeśli komuś bardzo zależy. Gdy dowiedziałam się o możliwości wyjazdu w ramach programu Erasmus+ do Hiszpanii, nie zwlekałam długo z decyzją, mimo iż podróż ta miała trwać aż pół roku. Dlaczego było warto?

O Erasmusie pisano już wiele: jedni go wychwalają, określając jako przygodę życia, inni poddają bardzo ostrej krytyce. Bazując na doświadczeniach własnych oraz znajomych, którzy mieli okazję skorzystać z możliwości wyjazdu na studia za granicę postanowiłam przedstawić wam małe podsumowanie „faktów i mitów” związanych z Erasmusem. Moim zdaniem, jeśli podejdziesz odpowiednio do Erasmusa, bez przesadzania w żadną ze stron, możesz naprawdę wiele zyskać na wyjeździe.

1) MOŻLIWOŚĆ POZNANIA SAMEGO SIEBIE, SWOICH POTRZEB I OKREŚLENIA WŁASNYCH ASPIRACJI. FAKT

Odkąd pamiętam, zawsze byłam zachwycona kulturą i językiem krajów hiszpańskojęzycznych, a w szczególności Hiszpanią. Marzył mi się wyjazd do tego kraju na stałe, aby móc zweryfikować czy jest to tylko przelotna fascynacja Hiszpanią przedstawianą na filmach, w reportażach i przewodnikach, czy też naprawdę jest to moje powołanie i to właśnie w tym kierunku chciałabym rozwijać się w przyszłości zawodowo oraz kontynuować hobby, które już teraz zajmuje ogromną ilość mojego czasu wolnego i dostarcza dużo radości. Kluczem do zrozumienia Andaluzyjczyków, było spojrzenie na nich okiem właśnie Andaluzyjczyka, przebywając w Andaluzji, próbując andaluzyjskiej kuchni i.. rozmawiając z nimi w dialekcie andalú. Tak też zrobiłam i nie rozczarowałam się. Wróciłam zakochana w tym kraju jeszcze bardziej niż przed wyjazdem i wiem, że kiedyś wrócę do Sevilli. Hiszpanię trudno byłoby jednak poznać w ciągu jednego tygodnia wakacji, nie obcując na co dzień z lokalnymi mieszkańcami i przebywając w typowym otoczeniu małego turystycznego miasteczka blisko plaży, w którym często spotkamy więcej obcokrajowców niż rodowitych Hiszpanów.

karo2

Erasmus pozwolił mi sprawdzić się w różnych, często ekstremalnych, sytuacjach oraz uświadomić sobie własne mocne strony, jak i ograniczenia, których próby przełamywania często okazywały się skuteczne. Na zdjęciu po prawej stronie, zrobionym na wysokim i stromym klifie, po raz pierwszy tak na prawdę stawiłam czoła panicznemu lękowi wysokości, który zawsze siedział w mojej głowie i.. wygrałam. Nie było się czego bać :) 

Zdałam sobie sprawę z wielu umiejętności, które posiadam, a jednak wcześniej ich nie dostrzegałam, gdyż liczyłam, że „ktoś zrobi to za mnie, więc czemu miałabym się wysilać”. Odkryłam, że jeśli się nie poddam, mogę osiągnąć wiele. Oraz że jeśli ja czegoś nie zrobię, to nie zrobi się samo. 
Erasmus, podobnie jak samotne podróżowanie, pozwala nam cieszyć się wolnością i niezależnością. Możemy robić to co chcemy, jak chcemy i kiedy chcemy, bez względu na to, czy ktoś nam powie, że w jego mniemaniu „tak nie wypada” lub „powinnam zrobić coś innego”. Możemy podejmować decyzje, które wcześniej odkładaliśmy lub wyrażać opinie, o których wcześniej baliśmy się mówić z obawy przed brakiem akceptacji lokalnej społeczności. Stajemy się taką wersją nas, która podoba się nam najbardziej. 

Uczymy się również samodzielności i podejmowania szybkich decyzji, bywa bowiem, iż nie ma czasu na znalezienie odpowiedzi w Internecie, czy poproszenie o poradę innych osób. W przeciwieństwie do decyzji grupowych, tutaj cała odpowiedzialność za nasze wybory spada tylko na nas. Dodatkowo, przed wyjazdem pytanie „Co chciałabyś robić w przyszłości?” wzbudzało we mnie niekontrolowaną panikę, gdyż tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia co chcę ze sobą zrobić i denerwowało mnie, że ktoś chce to ode mnie wyciągnąć, podczas gdy ja sama wewnętrznie nie byłam przekonana do niczego konkretnego. Teraz już wiem. I jestem zmotywowana żeby to osiągnąć. Girl power!

2) MOŻLIWOŚĆ POZNANIA NOWYCH MIEJSC I CIEKAWYCH LUDZI ORAZ ZWERYFIKOWANIA ZNANYCH NAM STEREOTYPÓW. FAKT

Poza samopoznaniem i zdaniem sobie sprawy z własnych wartości i osobistych możliwości, Erasmus daje możliwość spotkania osób z różnych części Europy, a nawet świata! Oprócz tego, że poznajemy wielu ludzi, są to zwykle osoby, które mają podobne zainteresowania do naszych: cechuje je miłość do podróżowania oraz chęć poznawania nowych kultur, miejsc i języków obcych. Integracji sprzyjają organizowane bardzo często Erasmusowe imprezy (także tematyczne, w tym „Fiesta Polaca”!). Nie ukrywam, iż imprezuje każdy, jedni częściej, inni rzadziej, a atmosfera dobrej zabawy towarzyszy Erasmusom w Sevilli od początku do ostatniego dnia ich pobytu.

mexicana
Grupa ludzi przyjeżdża do obcego kraju samotnie i zdaje sobie sprawę, że jest wiele osób w całkiem podobnej do nich sytuacji. Tak nawiązują się nowe znajomości, powoli odnajdujemy się w często bardzo zróżnicowanym środowisku wielokulturowym, uczymy się współfunkcjonować wśród ludzi, którzy mają zupełnie inne poglądy na życie, cele i priorytety. Uczymy się tolerancji i zdajemy sobie sprawę, że to co „inne” nie zawsze jest gorsze. Jest po prostu „inne” i często może być też ciekawe lub inspirujące, np. do podróży do dalekiego kraju, o którym wcześniej nawet nie pomyśleliśmy że mógłby nas zainteresować. Każdy poznaje osoby, z którymi zaprzyjaźnia się bliżej, czy to z szalonymi imprezowiczami, czy z tymi, którzy imprezują nieco bardziej umiarkowanie. Poznając ludzi z różnych kultur, zaczynamy obalać pewne stereotypy funkcjonujące w naszej świadomości. Zaczynamy oceniać ludzi, pod względem tego, jacy są dla nas naprawdę, a nie przez pryzmat kraju pochodzenia, koloru skóry czy religii. Poznajemy zwyczaje i codzienne zachowania zupełnie inne od polskich, np. zwracanie się do wykładowcy po imieniu w Hiszpanii, co w Polsce za pewne nie zostałoby zaakceptowane, a wręcz uznane za bezczelne. Innym przykładem może być to, że w Sevilli ludzie przechodzą sobie przez ulicę na zielonym świetle oraz „na czerwonym ostrożnie”. Co ciekawe, na czerwonym, zwłaszcza jeśli ktoś jest na przejściu dla pieszych, samochód zwykle ustępuje mu miejsca, a nie złośliwie przyspiesza lub zajeżdża drogę używając przy tym całej wiązanki przekleństw. 

polish

Hiszpanie natomiast bardzo zdziwieni są faktem, że w Polsce mamy sklepy czynne 24h. W Hiszpanii alkoholu po 22 raczej się nie sprzedaje, a w niedzielę wszystkie sklepy (może za wyjątkiem niektórych chińskich) są zamknięte. Erasmus obalił również moje przekonanie o tym, że w Hiszpanii jest zawsze bardzo ciepło, nawet w zimie. To nieprawda, bywa okropnie zimno, zwłaszcza w nocy, a wielu mieszkaniach brakuje ogrzewania. Przed wynajęciem pokoju/ mieszkania warto to sprawdzić i zaopatrzyć się przynajmniej w jakąś małą farelkę, a wychodząc z mieszkania ubrać zimowy płaszcz, bo łatwo można się rozchorować. 
Oczywiście, niektóre stereotypy się potwierdziły. Hiszpanie spóźniają się na potęgę i to nie tylko uczniowie, ale również wykładowcy na zajęcia, a nawet egzaminy! :D Potwierdzenie znalazło również przekonanie o tym, że wielu Erasmusów (nie tylko Hiszpanów) nie wiele wie na temat Polski. Wielokrotnie spotkałam się z tym, że ktoś dowiadując się, że „I’m from Poland” odpowiadał „Holland! Oh, that’s nice! I love Holland!”. O ile możemy uznać to za niezrozumienie czy przejęzyczenie, jeśli dana osoba po dokładnym wytłumaczeniu, że Poland to jednak nie Holland, pytała czy Polska to gdzieś niedaleko Rosji oraz była wielce zdziwiona, że nie mówię po rosyjsku, bo przecież to takie same języki no i generalnie my tam wszyscy jesteśmy na wschodzie identyczni (OH RLY?), pozostaje złapać się za głowę i modlić się o to, że taka osoba, zetknie się kiedyś z mapą Europy i przeglądnie ją nieco dokładniej niż do wschodniej granicy Niemiec, twierdząc, że przecież dalej nie ma nic ciekawego. Owszem, jest. Jeśli natomiast Polska była już z czegoś dobrze znana, to z powodu… wódki. Aha, i podobno mamy dwie wątroby, gdyż z jedną nie dałoby się przeżyć stężenia alkoholu, które czasem w siebie wlewamy. OKAY

P1070938Erasmus daje możliwość podróżowania do wielu miejsc, których być może nigdy nie zaplanowalibyśmy odwiedzić gdyby nie wyjazd, a już na pewno nie tak tanim kosztem. W moim przypadku było tak z Rondą, którą obecnie uważam za jedno z najpiękniejszych i najciekawszych miejsc w Andaluzji (zdjęcie po lewej). Udało mi się również spełnić jedno z moich marzeń i zwiedzić stadion Realu Madryt, czego, gdyby nie Erasmus, za pewne nie zrobiłabym przed kolejnymi wakacjami.
Istnieją różne organizacje studenckie, jak na przykład ESN Sevilla, czy Erasmus Club Sevilla, które przygotowują wycieczki do interesujących miejsc w okolicy, jak np. Cádiz, Córdoba, Gibraltar, a nawet do Madrytu i Toledo, jak i za granicę – do Lizbony (Portugalia) czy do Maroka. Wszystko to w stosunkowo niskim koszcie, co wcale nie odbija się bardzo na jakości wycieczki (korzystałam z dwóch takich wyjazdów i byłam bardzo zadowolona). Warto pospieszyć się z zapisami, gdyż często kilka dni przed wycieczką może już nie być wolnych miejsc. Oczywiście można również tanio podróżować na własną rękę – z autobusami Asli dojedziemy do Malagi za 7 euro, jeśli wykupimy odpowiednią ofertę wcześniej, a do Madrytu Socibus zabierze nas już od 20 euro (koszt podobny do przejazdu najtańszym bla bla carem). Jeśli ktoś ma możliwość wyjazdu autem do pobliskich miast (np. z lokalnymi znajomymi), również jest to bardzo dobra opcja, jeśli np. zbiorą się 4 osoby i podzielą się kosztami. 
W przypadku Erasmusa całkowicie potwierdza się stwierdzenie, iż „podróże kształcą”, zwłaszcza jeśli chodzi o studentów turystyki. Oprócz tego, że sami organizujemy sobie podróż i czas wolny, nie poznajemy suchych przykładów i nie oglądamy przerobionych zdjęć z przewodników - zapamiętujemy zabytki, miejsca, parki, kawiarnie takimi jakimi są naprawdę, gubimy się w wąskich uliczkach danego miasta, próbujemy lokalnej kuchni i zapoznajemy się z lokalną społecznością.. 

3) NIE WARTO WYJEŻDŻAĆ, PONIEWAŻ WYJAZD SPRAWI ZE STRACIMY KONTAKT Z BLISKIMI NAM OSOBAMI, A PO POWROCIE DO KRAJU NIE BĘDZIEMY JUŻ ROZMAWIAĆ Z LUDŹMI, KTÓRYCH POZNALIŚMY NA WYJEŹDZIE. MIT

W dobie powszechnego dostępu do Internetu, kiedy praktycznie każdy ma już założone konto na portalach społecznościowych (a jeśli nie ma, to ponoć nie istnieje) kontakt z najbliższymi osobami poprzez skype, Facebook, whatsapp lub zwyczajnie przez telefon (ale to już droższa opcja) jest czymś bardzo częstym, wręcz oczywistym, gdyż ludzie często wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszej pracy, czy na studia. Pół roku czy rok na Erasmusie mija w mgnieniu oka, tak więc jeśli komuś na nas zależy, rozłąka nic nie zmieni, choć oczywiście nie neguję, iż tęsknota za rodziną czy przyjaciółmi może być ogromna, zwłaszcza w typowo rodzinne święta, jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Jeśli jesteśmy dla kogoś ważni, osoby takie będą nas wspierać w realizowaniu marzeń i pasji – nie zaś złośliwie komentować nasze poczynania. Podobnie sprawa ma się ze znajomościami zawartymi na Erasmusie – nie warto utrzymywać znajomości „na siłę”. Osoby, którym będzie zależało na kontakcie z nami, nadal będą go miały. W dobie tanich linii lotniczych zawsze ktoś może nas odwiedzić w nowym miejscu, lub na przykład sami możemy wybrać się np. na Święta do domu.

4) DOBRZE JEST WYJECHAĆ NA ERASMUS, BO BEZ WYSIŁKU ZALICZY SIĘ SEMESTR I SPĘDZI SIĘ CAŁY CZAS NA IMPREZOWANIU. ERASMUSI ZAWSZE MAJĄ ŁATWIEJ I SĄ TRAKTOWANI Z PRZYMRÓŻENIEM OKA. MIT

O ile prawdą jest, iż nikt z Erasmusów nie marzy o tym, aby na wyjeździe ciężko się uczyć, na przykładzie Universidad Pablo de Olavide (Wydział Ekonomiczny) mogę powiedzieć, że w czasie jednej sesji w Sevilli uczyłam się więcej niż w ciągu trzech poprzednich na uczelni macierzystej. Dodam, że w Krakowie zawsze zdawałam wszystko w pierwszym terminie i ze średnią pozwalającą na otrzymanie stypendium naukowego, więc nie chodzi o to, że zupełnie olewałam sobie sprawę. Ba, umiejętnie łączyłam pracę ze studiami, na co na pewno nie mogłabym sobie pozwolić studiując w Hiszpanii, a przynajmniej nie w takim samym wymiarze godzin. Nie chcę przez to powiedzieć, że poziom nauki w Polsce jest niższy. Wydaje mi się, że u nas po prostu nieco bardziej skupiamy się na ogólnej nauce z wielu dziedzin, natomiast w Hiszpanii mieliśmy mniej przedmiotów, za to stricte związanych z kierunkiem i wymagano większej ilości szczegółów na egzaminie. 

Bez tytułuNa ćwiczeniach z wielu przedmiotów stosowano również tzw. „evaluación continua”, czyli jakby naukę na bieżąco (projekty, minikolokwia, prace w grupie, prezentacje) zamiast końcowego kolokwium z ćwiczeń, które uprawniałoby do zdawania egzaminu z wykładów. W wielu przypadkach, zwłaszcza na przedmiotach wybranych do studiowania po hiszpańsku, byłam jedyną Erasmuską lub jedną z niewielu, a wykładowcy nie do końca wiedzieli jak się wobec nas zachować, dlatego traktowali nas na równi z pozostałymi studentami i wcale nie mieliśmy zbyt wielu ulg związanych z naszym zagranicznym pochodzeniem. 
Pewne problemy wynikały oczywiście także z niedokładnej, lecz na bieżąco uzupełnianej, znajomości specjalistycznego słownictwa związanego z prawem, finansami, zarządzaniem czy… fizjologią człowieka (która stała się obiektem wielu żartów osób zza granicy w związku z tym, że jest obowiązkowa w Polsce na turystyce). Dlatego też, przy wybieraniu uczelni, na którą chciałoby się wyjechać, warto wziąć pod uwagę znajomość języka wykładowego i poduczyć się go np. do poziomu B2, aby mieć na wyjeździe nieco ułatwioną sprawę. W Sevilli dodatkowym problemem było to, iż większość osób, łącznie z wykładowcami, często używała niezrozumiałego dla osób z podstawową znajomością hiszpańskiego dialektu andalú, o którym wkrótce będziecie mogli przeczytać osobny wpis na blogu wraz z minisłowniczkiem.

5) MOŻLIWOŚĆ PODSZKOLENIA JĘZYKA. FAKT

Pomimo, iż powyżej polecam podszkolenie znajomości języka przed wyjazdem, na wyjeździe oczywiście również mamy ogromną szansę na pokonanie bariery językowej, poznanie słownictwa specjalistycznego (a poza zajęciami kolokwialnego) i dzięki nauce z native speakerami dochodzimy do poziomu, który trudno byłoby nam osiągnąć w Polsce. Do tego jednak potrzeba odrobiny motywacji, gdyż wiadomo, że jeśli będziemy obracać się w towarzystwie osób tylko i wyłącznie z naszego kraju (w moim przypadku z Polski), możliwość poprawienia znajomości angielskiego, włoskiego, hiszpańskiego czy niemieckiego będzie znikoma i powrócimy do kraju z taką samą lub gorszą (z powodu braku praktyki) znajomością języków obcych.

6) GRANT OTRZYMYWANY PRZEZ STUDENTÓW PROGRAMU ERASMUS JEST TAK WYSOKI, ŻE PO POWROCIE ZOSTAJE NA ZAKUP DOBREGO SAMOCHODU. MIT

Nie wiem, kto wymyślił taką bzdurę, ale z taką wyobraźnią mógłby z powodzeniem pisać całkiem zabawne newsy do ASZDziennik ("najlepsze zmyślone newsy w kraju"). Grant, w przypadku naszej uczelni wynosił 300, 400 lub 500 euro w zależności do jakiego państwa zdecydowaliśmy się wyjechać i być może w warunkach polskich komuś ta kwota może wydać się duża, ale przeliczając koszty życia za granicą wcale taka nie jest. Jeśli znajdzie się tanie mieszkanie poza ścisłym centrum (tak jak w moim przypadku, koszt wynosił ok. 200 euro), doliczy się koszty przelotu i będzie się bardzo BARDZO oszczędnym, to może i wystarczyłoby aby związać koniec z końcem, ale chyba nie o to chodzi w Erasmusie. Grant ma raczej wyrównywać różnice jakie mogą się pojawić w przypadku różnych opłat i związane z odmiennymi warunkami życia w obcym kraju (niektóre rzeczy w Hiszpanii są tańsze, inne dużo droższe), a nie finansować cały nasz pobyt wraz z półrocznym zapasem alkoholu, wakacjami na Mauritiusie i nowym aucie w garażu. Ale oczywiście, już stoję w kolejce po nowe Ferrari. Co mi tam, z szoferem!

7) ERASMUS JEST TYLKO DLA BARDZO BOGATYCH. MIT

Pomimo, iż grant, jak napisałam wyżej, nie wystarcza na pokrycie wszystkich kosztów związanych z pobytem za granicą, nie jest konieczne aby Twoi rodzice posiadali sześciocyfrową kwotę na koncie, abyś mógł starać się o wyjazd, czego sama jestem przykładem. Można postarać się o dodatkowe stypendium socjalne, pobierać stypendium naukowe dla najlepszych studentów czy też jeśli ktoś pracuje, odkładać pieniądze z comiesięcznej pensji. Aby nigdy niczego nie brakowało Ci na wyjeździe i abyś spędził/a niezapomniany czas na Erasmusie nie są konieczne regularne wysokie przelewy od rodziców. Chociaż wiadomo, nie neguję iż lepiej jak są, niż gdy ich nie ma. Dzięki pobytowi na Erasmusie uczymy się sztuki przetrwania za niewielkie pieniądze, życia na własny rachunek. Sama zaczęłam dostrzegać ile kosztuje np. ogrzewanie mieszkania czy zużycie wody, gdy musiałam z własnej kieszeni zapłacić wysoki rachunek. Wcześniej, mieszkając z rodzicami, nie odczuwałam tego tak dotkliwie.

8) WYJAZD NA ERASMUS W CV JEST UZNAWANY PRZEZ PRACODAWCĘ JAKO WARTOŚCIOWE DOŚWIADCZENIE. FAKT

work

Na Erasmusie, oprócz bardzo cenionej obecnie znajomości języków obcych, możemy nabyć również inne umiejętności, które możemy wykorzystać w przyszłej pracy. Umiejętność adaptacji w nowym otoczeniu, praca w wielokulturowym zespole, otwartość na osoby pochodzące z innych krajów oraz wiele cech osobistych, które wymieniłam w punkcie pierwszym.
Praktyka wykonana za granicą i doświadczenie tam nabyte, na pewno zostaną docenione bardziej, niż praca na wakacje w lokalnym sklepie (choć oczywiście żadna praca nie hańbi!) czy praktyki zawodowe odbyte w kraju, a kojarzone często z formalnością wymaganą do zaliczenia semestru na uczelni.

9) ERASMUS = ORGASMUS, A LUDZIE, KTÓRZY WYJEŻDŻAJĄ ZA GRANICĘ, TO W WIĘKSZOŚCI OSOBY O BARDZO NISKICH KWALIFIKACJACH I ASPIRACJACH. MIT

Wszystkie znajome mi osoby, które w jakiś sposób skrytykowały wyjazdy zagraniczne w czasie studiów NIGDY na takim wyjeździe nie były, a ich komentarze, nierzadko obraźliwe i niesprawiedliwe (wrzucanie wszystkich Polek do jednego worka zdesperowanych napalonych na Hiszpanów erotomanek), nie miały żadnego logicznego podłoża i nie były poparte żadnymi osobistymi doświadczeniami. Ktoś coś przeczytał w Internecie i dalej jak papuga powtarzał, bo przecież to takie modne, "nie znam się to się wypowiem". Podobnie jak twierdzenie, że „Ci co wyjeżdżają na Erasmus to je*bane nieroby bawiące się i podróżujące za unijne pieniądze i uczące się tydzień przed egzaminem podczas gdy większość semestru spędzają na chlaniu”. Bo to w Polsce przecież nie ma osób, które w ogóle nie chodzą na zajęcia przez cały semestr, uczą się na ostatnią chwilę, zdają najprostsze przedmioty aż do trzeciego ostatecznego terminu kiedy czują nóż na gardle, mówią jakie to ich studia są „prze*jebane, no ale trzeba zdać, żeby mieć jakiś papier” i więcej widuje się je w lokalnych knajpach niż na uczelni. W każdym społeczeństwie znajdą się tacy delikwenci, i nie, drodzy narzekacze – nie wszyscy z nich to studenci programu Erasmus, także proszę dać nam święty spokój i jeśli sami nie zamierzacie korzystać z tego programu, to nie uprzykrzajcie życia innym, którzy chcą to zrobić. Częstym wymogiem do wyjazdu jest w miarę wysoka średnia i znajomość języka wykładowego na poziomie co najmniej B1/B2. W większości aby uzyskać wynik kwalifikujący do wyjazdu do konkretnego, wymarzonego miejsca konieczne jest podjęcie jakiegoś wysiłku, aby te warunki spełnić.
Co do stereotypu „typowej Polki na Erasmusie”, wiadomo, zawsze znajdzie się jakaś Polka, która potwierdzi niechlubną regułę „łatwej studentki, która wyrwała się z domu i chce zaszaleć z pierwszym lepszym”, stawiając resztę rodaków w dość niezręcznej sytuacji. Taka Polka jednak zwykle w Polsce zachowuje się podobnie, więc to nie Erasmus ją zmienia. Za granicą ma po prostu większe "pole do popisu". Zdecydowana większość Erasmusów albo zostawiła chłopaka/ dziewczynę w kraju i nie szuka przygód, albo zwyczajnie nie jest zainteresowana seksem na jedną noc.
Jeśli zaś Polka (i nie dotyczy do bynajmniej "Polki puszczalskiej") znajdzie na Erasmusie swojego księcia z bajki na białym koniu i zdecyduje spędzić z nim resztę swojego życia (i nie mówię tu tylko o Hiszpanach, może być to chłopak z jakiegokolwiek kraju, Niemiec, Francuz, Włoch whatever), oznacza to, że w jej mniemaniu pod jakimś względem ten właśnie mężczyzna jest lepszy od innych. Mogłaby poznać takiego w Polsce, ale nie poznała. Każdy z zazdrośników miał okazję skontaktować się z nią, zagadać, zaprosić na kawę. ALE TEGO NIE ZROBIŁ. Więc nie ma prawa mówić o takiej kobiecie źle, dlatego że zdecydowała pójść inną drogą życia niż standardowa, zgodna z ogólnym wzorcem panującym w danym kraju. Jeśli jest szczęśliwa i nikomu tym krzywdy nie robi, to nic nam do tego. Oczywiście działa to w obie strony. 

depre

Każdy ma swoje życie, podejmuje własne wybory zgodne z jego sumieniem i każdy z Erasmusa wyciągnie to, co chce wyciągnąć. Nikt kogo znam i wiem, że był na Erasmusie, nie żałował decyzji o wyjeździe. Jedyna depresja jaka się pojawiała, to po powrocie i zderzeniu z szara smutna rzeczywistością. Ulegamy magii Hiszpanii i marzymy, by ta chwila trwała wiecznie, a tak niestety nie jest.

10) BARDZO DUŻA ILOŚĆ FORMALNOŚCI PRZED I PO WYJEŹDZIE. FAKT

No niestety, formalności jest sporo i aby zdążyć ze wszystkim warto odpowiednio wcześniej sprawdzić jakie dokumenty są wymagane i rozplanować swój czas tak, aby nie stworzyć sobie jakichś niepotrzebnych problemów przed wyjazdem. Warto sprawdzić, ile należy czekać na wyrobienie ubezpieczenia, zdać egzaminy terminowo (niektóre uczelnie zagraniczne rozpoczynają semestr wcześniej niż w Polsce, dlatego możliwe, że w czasie sesji poprawkowej z wcześniejszego semestru będziemy już za granicą), zorientować się kiedy można spotkać się z koordynatorem w sprawie ustalenia przedmiotów, na które powinniśmy uczęszczać podczas wyjazdu, jak i tych, które należy zaliczyć po powrocie… Należy również dowiedzieć się, jakie dokumenty będą od nas wymagane po powrocie z Erasmusa, aby nie dokładać sobie dodatkowego stresu związanego z oczekiwaniem na wiadomość z uczelni, z której właśnie wróciliśmy.
Jedną z bezsensownych procedur, praktykowaną na szczęście nie na wszystkich uczelniach, jest konieczność dodatkowego zdawania niektórych przedmiotów po powrocie, pomimo iż udało nam się wyrobić limit 30 punktów ECTS, nawet jeśli przedmioty, których nie mieliśmy na Erasmusie a powinniśmy mieć na uczelni macierzystej nie są ściśle związane z kierunkiem. Niejednokrotnie Erasmusi mają dużo więcej nauki niż osoby na uczelni wysyłającej, a do tego pozostają generalne problemy np. językowe czy z adaptacją w nowym, nierzadko zupełnie nieznanym kraju. Jeśli na jednych uczelniach (i to wcale nie gorszych pod względem renomy) jest możliwe nie zdawanie przedmiotów po powrocie, to dlaczego na innych jest to konieczne?

Mimo wszystko, jest to wykonalne i pomimo wielu formalności – warto spróbować. Jeśli tylko będziesz mieć możliwość wyjazdu, nie wahaj się i nie bój się podróżować sam. Nie warto rezygnować ze zwiedzenia miejsc, o których marzysz, z powodu tego, że komuś ze znajomych coś wypadnie i nie da rady pojechać z Tobą. Wiadomo, odpowiednia dawka ostrożności i właściwego zorganizowania, bez przesady w żadną ze stron, jest zawsze wskazana, jednak czasem warto mieć wiarę w ludzi, a sama Hiszpania pełna jest miłych, życzliwych i pozytywnych osób, które sprawiają że chce się podróżować jeszcze więcej i jeszcze częściej. Nie ma się czego bać i warto walczyć o swoje marzenia!

Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące Erasmusa, zwłaszcza jeśli chodzi o Universidad Pablo de Olavide w Sevilli, chętnie odpowiem na wszystkie pytania i podzielę się przydatnymi informacjami! :)


 
Copyright (c) 2017. mialmaespanola.pl. Projekt i wykonanie: perfekcyjneStrony.pl